|
|
|
GRY I GIERKI
Trochę
huku w Innsbrucku
Bez przesady, huku w dosłownym tego słowa
znaczeniu, nie było, ale fakt, że Polacy mają swoje święto,
mógł zobaczyć cały Innsbruck. Na pięknym, starym
ratuszu przez trzy dni powiewały bowiem polskie flagi, zamiast
austriackich. I to aż trzy...
Przez trzy dni odbywał się w Innsbrucku Szósty Zlot Polonii
Austriackiej Tyrol 2005, który zorganizował Związek Polaków w
Tyrolu „Strzecha”, z niezmordowanym działaczem tego związku,
a jednocześnie jego prezesem Bogdanem Wasilewskim na czele. Program
zlotu obejmował imprezy sportowe, w tym mecz piłki nożnej
między reprezentacją miejscowej Polonii a drużyną
amatorów austriackich. Bardzo zacięty mecz zakończył się
zwycięstwem Polaków „bokserskim” rezultatem 13:7. Prawdziwą
jednak perełką zlotu były imprezy artystyczne, których było
kilka.
W pięknej sali miejscowego konserwatorium odbył się koncert
muzyki operowej, w którym wystąpiła czwórka Polaków: Wanda
Holewik, Jolanta Szunejko, Krystian Holewik i Tomasz Wolski. Wszyscy są
czołowymi solistami Teatru Narodowego w Innsbrucku. Do nich dołączył,
ale już „importowany” z kraju pianista Marek Mizera. Koncert
chopinowski w jego wykonaniu porwał widzów, którzy przez długie
chwile oklaskiwali go na stojąco, podobnie jak wcześniej
produkujących się solistów, którzy wykonywali najsłynniejsze
arie polskich kompozytorów.
Z innych wydarzeń kulturalnych na uwagę zasługuje wernisaż
Joanny Sabiny Pisanskiej, polskiej malarki zamieszkałej w Tyrolu oraz
wieczór literacki Radka Knappa, polonijnego pisarza, urodzonego w
Warszawie i zamieszkałego w Wiedniu. Pisze jednakowo sprawnie po
polsku i po niemiecku.
Polonia austriacka nie jest jednolita, bowiem zorganizowana jest w
kilkudziesięciu organizacjach, często rywalizujących ze sobą.
Bardzo wiele dla jej integracji uczynił w ostatnich latach pan
Andrzej Lech, były reprezentant Polski w piłce ręcznej. Z
gronem kolegów przekonał polonusów do idei zjednoczenia, tworząc
Forum Polonii, skupiające około 30 różnych związków
i stowarzyszeń. Oprócz tego, z liczących się organizacji,
widoczną działalność wykazuje wiedeńska „Strzecha”,
obchodząca obecnie 111. urodziny.
W Innsbrucku nasi rodacy cieszą się bardzo dobrą opinią
i uznaniem. Wynika to nie tylko z faktu, że w miejscowym
pierwszoligowym Tirolu grali i grają polscy piłkarze: kiedyś
Radosław Gilewicz, a obecnie Jerzy Brzęczek, chociaż oni
swoje zrobili. Nasi rodacy nie są uciążliwymi emigrantami,
ale bardzo dobrymi pracownikami w różnych dziedzinach, a niektórzy
próbują już biznesu na własną rękę.
Dowody uznania dla naszych rodaków przez miejscowe władze widziałem
na własne oczy i nie piszę o tym z tzw. dobrego serca. Uznanie
dla Polaków to nie tylko flagi wiszące na gmachu miejscowego ratusza,
ale także obecność wiceburmistrza (notabene ożenionego
z Polką) podczas otwarcia zlotu, udostępnienie dla Polonii pięknej
sali mieszczańskiej w siedzibie miejscowego magistratu, ale także
wiele innych oznak przychylności dla tych, którzy wyemigrowali z
Polski z wielu różnych powodów. Oby tak było w innych miastach
i krajach...
Kazimierz Pawełek
Kurier
Lubelski, maj 2005
|
|
|