|
Łaskawa ręka Pana
zesłała nam dzisiaj obiecaną bezdeszczową pogodę. W tym roku poraz
pierwszy "świętowaliśmy" bez mszy polowej, no cóż owieczkom nie
przystało zabiegać o swoich pasterzy. Nie zawiedli natomiast
mistrzowie swojego fachu, grilowi kucharze, którzy mam nadzieje
dogodzili nawet tym najbardziej wybrednym. Dla nieco usportowionych
przeprowadziliśmy zawody niecelnego strzelania do łososia, sekcja
siatkówki przeprowadziła przy wypełnionej do ostatniego miejsca
trybunie ostatni trening przed zbliżającymi się Mistrzostwami
Polonii w Toruniu. Jak przystało na polonijnego grila było i polskie
piwo, dowiezione przez królewskiego dostawcę, polski sklep "Mini Max
Sandy" w Wörglu. Niestety piwo poraz kolejny podzieliło
piknikowiczow na dwa zaciekle rywalizujące ze sobą obozy. Polska
południowa tradycyjnie okupowała skrzynkę "żywca", reszta natomiast
z uporem maniaka broniła dostępu do "lecha". Po dłuższych
przepychankach sytuację załagodziła dopiero niezawodna "warka"...żart,
nie bierzcie poważnie, coś przecież trza pisać, a że było sielankowo
to przecież każdy dobrze wie... |