|
|
|
|
|
Zinajda jest młodą Ałtajką, uczy w podstawówce. Mieszka w drewnianym domku na obrzeżach Gornoałtajska, stołecznego i jedynego miasta Republiki Ałtaj, która wchodzi w skład Federacji Rosyjskiej i graniczy z Mongolią, Chinami oraz Kazachstanem. W nielicznych chwilach wolnych od obowiązków pedagogicznych i zajęć domowych Zinajda szamani, czy też, używając właściwego terminu, kamła. -
To moje przeznaczenie. O tym, że zostanę Jest
napięty jak skóra na bębnie, który trzyma w rękach. Jego
wzrok nerwowo ucieka w bok, twarz drga, ciałem wstrząsają
dreszcze. W mrocznym wnętrzu aiłu, sześciokątnej ałtajskiej
jurty, słaby blask ogniska prześlizguje się po ściągniętych
nadludzkim wysiłkiem rysach, gra na metalowych elementach szamańskiego
stroju. Skrzą się krople potu na zmarszczonym bólem czole.
Dreszcze wzmagają się, krew odpływa z twarzy. Słychać
monotonne, szybko wyrzucane słowa, ale nie można ich odróżnić.
Głowa kołysze się i opada na pierś... Mircea Eliade, najznakomitszy badacz szamanizmu, postrzega go jako bardzo złożone zjawisko, zaznaczając jednak, że w ścisłym sensie jest to fenomen syberyjski i środkowoazjatycki, choć istniał m.in. także wśród dawnych ludów europejskich. Szaman potrafi wprawiać się w stan ekstazy, a zdolności te umożliwiają mu magiczny lot, odwiedzanie zaświatów i panowanie nad niektórymi ich mieszkańcami. Dzięki temu może uzdrawiać ludzi, a także pomagać im w rozstrzyganiu innych ważnych problemów życiowych. Wśród wielu narodów Syberii funkcjonuje instytucja szamana, która na Ałtaju jest szczególnie wyrazista. Naturalnie, istnieją pewne pokrewieństwa technik szamańskich z innymi systemami magii. Niezwykły lot szamana w światy niewidzialne, choć wykonywany na innym niż fizyczny planie, przywołuje słuszne skojarzenia z lotniczymi umiejętnościami europejskich czarownic. Bęben szamański jest odpowiednikiem różdżki czarnoksięskiej, więzi też duchy, które średniowieczni demonolodzy próbowali usidlać w kręgach magicznych. Szaman ałtajski należy bez wątpienia do wielkiego bractwa czarowników i magów, jakkolwiek Gandalfa raczej nie przypomina. -
Bęben szamański to wielka odpowiedzialność – mówi
Tamara Michajłowa, dyrektor Instytutu badań Humanistycznych w
Gornoałtajsku. – Kiedyś etnografowie zabrali do Nowosybirska bęben
zmarłego szamana z Koszagacza. Ale... brzemię okazało się
za ciężkie. Wkrótce zaczęły się przytrafiać
im wypadki, które sprawiły, że odwieźli bęben tam, skąd
go wzięli. Jednak w Koszagaczu nikt nie chciał przejąć
fatalnego instrumentu. Aż wreszcie zdecydował się na to
początkujący szaman, dwudziestopięcioletni chłopak.
Nie umiał wszak poradzić sobie z mocami ukrytymi w bębnie i
popełnił samobójstwo. Następuje ożywienie
bębna. Drzewo, z którego wykonano obręcz, wybrano bardzo
starannie - szaman otrzymał ścisłe wskazówki od duchów.
Przed ścięciem posmarowano je krwią i alkoholem. Teraz na
obręcz spływają krople piwa, rozpryskują się na
skórze bębna. Skóra poczyna drgać i rozpoczyna opowieść
o swojej przeszłości. Szaman wciela się w łosia, którego
skóry użyto do wyrobu bębna, opowiada o jego życiu w
tajdze, dzieciństwie i wieku dojrzałym oraz o myśliwym, co
pozbawił zwierzę życia. Gardłowy głos raz po raz
przechodzi w ryk wydawany przez zranionego byka...
Geografia ałtajskiego wszechświata jest w zasadzie prosta: istnieją trzy światy – górny, środkowy i dolny. W pierwszym z nich rządzi bóg Ulgen, w drugim żyją ludzie, a trzeci, utożsamiany z piekłem, to dziedzina Erlika. Wyobrażenia tych sfer przedstawiają rysunki na szamańskich bębnach i kostiumach. Tam właśnie wędruje szaman podczas kamłania, najczęściej w pościgu za porwaną przez demony duszą. Postaci duszy u Ałtajczyków jest kilka, a panteon zamieszkujących zaświaty bóstw bardzo liczny. Szaman musi się w nim dobrze orientować, aby pomyślnie stoczyć walkę i odzyskać uprowadzoną duszę. Kiedy zwróci ją właścicielowi, ten będzie uzdrowiony. Szaman
zostaje powołany z woli bogów. Wcześniej, nim dostąpi
wtajemniczenia, musi jednak przejść różne próby.
Faktycznie przemiana następuje, gdy przyszły szaman przeżywa
własną śmierć. Leży dwa, trzy dni bez życia,
a w tym czasie w zaświatach mijają lata, podczas których
poddawany jest niezwykłym procesom. Demony rozrywają jego ciało
na strzępy, łamią kości, wylizują mózg, aby
potem stworzyć na nowo istotę obdarzoną już
nadprzyrodzonym talentem. - Kamłam tylko w określone pory – mówi Zinajda. - Nigdy podczas dni następujących po pełni księżyca i po zachodzie słońca. Zwłaszcza, gdy słońce zachodzi na czerwono. Wtedy otwierają się bramy piekieł. Nie mam jeszcze dość sił, aby przeciwstawić się duchom ciemności. Zresztą, kiedyś one trzymały się daleko od ałtajskich domostw. Teraz bywa, że zbliżają się do ogniska, serca domu i rodziny. To zło tkwiące w ludziach ośmiela demony. Młoda szamanka rzeczowo opowiada o źródłach swoich umiejętności, które związane są ze szczególną historią ałtajskiego narodu. Do własnej przeszłości Ałtajczycy odnoszą się z wielkim szacunkiem i bardzo dużo na ten temat wiedzą. Za miejsca kultu uważają zespoły kurhanów na południu kraju, choć są one przeważnie pochodzenia scytyjskiego, a znalezione w nich szczątki pod względem antropologicznym niewiele mają wspólnego z rasą ałtajską. Kiedy przed blisko dziesięciu laty na płaskowyżu Ukok odkryto wspaniale zachowaną mumię „ałtajskiej księżniczki” (tatuaże pokrywające jej ramiona robią naprawdę wielkie wrażenie), natychmiast uznano ją za narodową świętość. Do dziś trwają starania, aby powróciła na Ałtaj z Nowosybirska, dokąd przewieźli ją uczeni. Od
czasu do czasu Zinajda nie zmieniając tonu wtrąca do rozmowy
jakiś wątek na mój temat, zdradzając szczegóły, o których
nie wiedzą nawet moi najbliżsi. Cóż, taki szamański
zwyczaj... Miota się na niewielkiej przestrzeni pomiędzy
widzami w ciężkim kostiumie, obwieszonym kilkunastoma
kilogramami metalowych ozdób, a jednak nikogo nie potrąca. Z długiego
kaftana spływa mnóstwo chustek i wstążek imitujących
węże – jedne są trójgłowe, inne mają
rozwidlone ogony. Na plecach podzwaniają miedziane kręgi.
Naszyjnik okalają czarne i brązowe pióra sowy. Najdrobniejszy
detal szamańskiego stroju ma swoje znaczenie i nie może być
pominięty; ten mały łuk z żelaza służy do
odstraszania sług Erlika... Kompletne misterium szamańskie w zależności od tego, czy szaman udaje się do piekieł czy też do górnych światów, przeprowadzane jest w jurcie albo w brzozowym lesie. Trwa długo. Szaman wymawia blisko sto kilkuzdaniowych formuł magicznych. Naśladuje zachowanie i głosy rozmaitych zwierząt i duchów, nawet pijacką czkawkę diabłów. Niewiarygodne, ale sterani wiekiem szamani zdobywają się na długie akrobacje pantomimiczne, które sprawiłyby kłopot nawet młodym linoskoczkom. Punktem kulminacyjnym jest złożenie ofiary z konia. Do
obrzędu, który przeprowadza Zinajda, potrzebna jest: gałązka
jałowca, płachta w jasnym kolorze wielkości prześcieradła
oraz nieco rozmaitej żywności: chleb, masło, mleko.
Produkty te powinny pochodzić z gospodarstwa petenta; mi pozwolono
kupić je w sklepie. Dla uspokojenia złych duchów przydaje się
jeszcze alkohol. Ważne,
żeby na tych wszystkich przedmiotach pozostawał „astralny
ślad” osoby, której pragnie pomóc szamanka. Nie chodzi tu akurat
o uzdrowienie z dolegliwości fizycznej; każdy problem jest
przecież poniekąd chorobą. Zinajda zawiesza materiał,
jest on ekranem sprzyjającym koncentracji duchów. Z wolna wchodzi w
trans. Co jakiś czas sięga po fajkę nabitą zwykłym
tytoniem – to pomaga jej skupić
się. Nareszcie
pada odpowiedź, zdecydowana, jednoznaczna... Na przełęczach ałtajskich, przy źródłach, na wzgórzach rosną tzw. „szamańskie drzewa”. Ich gałęzie zdobią liczne wstążki i skrawki materiału. Wieszają je tubylcy, oddając w ten sposób hołd duchom przyrody (różne ałtajskie rody wykorzystują do tego odrębne gatunki drzew). Zwyczaj ten naśladują turyści, często bezrozumnie. Efekt przypomina nieco scenografię do filmu „Blair Witch Project”. - Niektórzy mówią, że czcimy kamienie, drzewa, słowem – martwe fetysze - mówi Siergiej, biznesmen z Gornoałtajska. - Ale czy ty rozmawiając ze mną zwracasz się do mojej powierzchowności, czy też obcujesz z tym, co jest w moim umyśle? Dla jednych istnieją duchy skał lub źródeł, inni w tym wypadku powiadają o szczególnej energii takich miejsc. Ałtaj
jest krainą niezwykłą: tu zetknęły wpływy
pierwotnych wierzeń syberyjskich, buddyzmu (również lamaizmu),
islamu i chrześcijaństwa (w wersji nestoriańskiej,
staroobrzędowej i prawosławnej). Skóra
bębna znów zaczyna drgać. Wokół warg szamana zasychają
płatki białej piany. Cała postać jest dobrze widoczna, nie ulega jednak wątpliwości,
że część jego jestestwa przebywa teraz w miejscach
bardzo odległych. Uwięziony na przecięciu różnych
rzeczywistości, u zbiegu poznawalnego z niewiadomym, toczy samotną
walkę ze straszliwymi mocami. Jakie to siły
działają, jakie przebiegają w tym momencie prądy
potężne poza granicami świata widzialnego? Tego można
się tylko domyślać. Przed
kilkoma tygodniami w auli gornoałtajskiego uniwersytetu miała
miejsce konferencja poświęcona zagadnieniom Ak-Tian, białej
wiary, czyli odradzających się wierzeń ałtajskich,
zwana popularnie konferencją szamanów. Bo też gmach
uczelni przypominał wówczas opisywany przez braci Strugackich
fantastyczny Instytut Badań Magii i Czarów. Stawili się szamani
i szamanki z różnych regionów Ałtaju, a także goście
z innych rejonów Syberii. Na mównicę wchodzili na zmianę
prelegenci w garniturach i ludowych strojach. Powszechnie wyrażano
przekonanie, że Ałtajczycy będą potężnym
narodem, jeśli wrócą do swojej dawnej wiary.
Mówiono o technikach szamańskich, padały propozycje
regulacji obchodów świąt zielonych i żółtych liści,
spierano się o imiona antenatów,
słuchano przypowieści.
Co
jakiś czas stary szaman palił zioła i okadzał słuchaczy,
a jednocześnie sprawiał tym, jak się wyraził,
przyjemność Duchowi Ałtaju. W pewnej chwili wynikł burzliwy dość spór pomiędzy prezydium konferencji a grupą z prowincjonalnego Ongudaju, której reprezentantka czytała udzielone jej objawienie, spisane wierszem. Ałtajskie przysłowie powiada, że jeśli się spotyka dwóch Ałtajczyków, to przynajmniej jeden z nich jest poetą. Poemat był zbyt długi, a jego recytacja grubo przekroczyła limit wystąpienia. O
istnieniu Kara-Tian, czyli czarnej wiary, która także ma swoich
szamanów, Ałtajczycy mówią niechętnie, ale nie zaprzeczają
jej istnieniu i temu, że czarne obrzędy są spełniane. Głowę ma
nadal spuszczoną, mokre włosy przylgnęły do nabrzmiałej
żyłami skroni. Spojrzenie spod półprzymkniętych
powiek jest błędne i mętne, błądzi gdzieś,
najwyraźniej nie widząc zgromadzonych w jurcie. Pozdrawia Erlika,
władcę piekielnej krainy: „Kara argymak minitti kara kumdus teżetki,
kurdak dietpes beldi, kuczak dietpes mojyndu...” (Ty, pędzący
na czarnym rumaku w czarnym bobrowym płaszczu, z czarnym pasem na lędźwiach, z szyją, której nie można objąć rękoma...) -
Przy władzy radzieckiej kamłać było niebezpiecznie
– opowiada Swietłana, szamanka z Koszagacza, jedna z
uczestniczek konferencji. - Ukrywaliśmy
się, spełnialiśmy obrzędy w konspiracji. Teraz, to co
innego – władze Republiki Ałtaj przychylnie odnoszą się
do wyznawców Ak-Tian. Rzeczywiście,
w Związku Radzieckim już w latach dwudziestych ubiegłego
stulecia przystąpiono do walki z „syberyjskim zabobonem”.
Szamaństwo okrzyknięto „hamulcem budowy socjalizmu”,
szamanów sadzano do więzień i łagrów. W latach sześćdziesiątych
represje osłabły, ale zdarzało się, że kamłano
używając zastępczo bata, bo bęben akurat zarekwirowała
milicja. Etnografowie alarmowali, że z roku na rok zanika oryginalny
fenomen folklorystyczny. Dziś
jednak szamaństwo na Ałtaju ma się dobrze i jak dawniej wokół
niego koncentruje się duchowe życie narodu. Chociaż pełne
misteria odprawiane są rzadko i raczej bez udziału postronnych
widzów, współcześni szamani często uciekają się
do innych sposobów przepowiadania przyszłości. Niektóre z nich
przypominają zajęcia wróżek, lecz prestiż szamana w
społeczności ałtajskiej jest przecież nieporównywalnie
większy. W
domu Wołodii nad lodówką marki „Mińsk” znajduje się
ołtarz domowy – zawieszone na sznurze kolorowe skrawki materiału
i gałązki jałowca. To sanktuarium poświęcone
przodkom. Pomagają oni gospodarzowi, gdy spełnia obrzęd diarynczy,
czyli wróży z łopatki
barana. Badając szczeliny lekko opalonej ogniem kości szaman
poznaje sekrety tego, co dopiero nastąpi.
Wołodia
przepowiada także z układu ziaren fasoli. Przebiera nimi niczym
sprawny programista obsługujący klawiaturę komputera,
grupując w rozmaite koła. Po chwili sytuacja jest jasna, wróżba
brzmi niepomyślnie. Zadziwiający jest jednak szczegół związany
z problemem, o którym szaman wspomina jakby od niechcenia i... trafia w
dziesiątkę. Przecież tego wiedzieć nie mógł! - Mąż pochodzi z szamańskiej rodziny - mówi żona Wołodii. - Jego wujek rozmawiał ze zmarłymi. Po zachodzie słońca widział ich dokładnie. Siadali za stołem, a on z nimi długo gawędził. Brrr! – otrząsa się jak na wspomnienie horroru. - Po śmierci szaman, który podróżował do górnego świata, jest szczelnie owijany w skórę łosia. Potem jego zwłoki zawisną na gałęziach drzewa, które sam wskazał jeszcze za życia – wyjaśnia Wołodia. – Tego, co odwiedzał piekło, składa się w ziemi. W
kolejce czeka następny klient, sąsiad Wołodii. Jego siostra
leży na reanimacji w nowosybirskiej klinice. Wojciech Grzelak
|
||