|
Rosyjski
Ałtaj graniczy z Mongolią, Chinami i
Kazachstanem. Pojęcie
to obejmuje nie tylko góry (z
najwyższym szczytem Syberii – Biełuchą, 4506 m n.p.m.),
ale także dwie jednostkiadministracyjne: nizinny Kraj Ałtajski
i górzystą autonomiczną Republikę Ałtaj. Łącznie
zajmują one powierzchnię niewiele ustępującą
obszarowi Polski.
Na
Ałtaju, choć sprawia on wrażenie niegościnne,
od
najdawniejszych czasów panował spory ruch: stąd wzięli się
podobno starożytni Scytowie i Sarmaci (bohaterowie Trylogii
Sienkiewicza uważali ich za swoich przodków), potem grasowali tu Mongołowie,
przeciągały armie imperium Dżungarii i karawany kupieckie
do Chin, jeszcze później przyszli rosyjscy odkrywcy, żołnierze
i przedsiębiorcy. Zwłaszcza ci ostatni upodobali sobie Ałtaj,
traktując jako wróżbę dobrych przedsięwzięć
nazwę tej ziemi, która w języku tubylców oznacza złote góry.
Jest
to kraina naprawdę bogata, zwłaszcza w
rozmaite surowce i minerały, eksploatowane zresztą w niewielkim stopniu. Pomimo
syberyjskiego klimatu udają się tutaj rozmaite uprawy, przeważnie
zbóż, które są wysoko cenione w całej Rosji, ale także
np. winorośli. Wspaniałe i za granicą prawie w ogóle
niedocenione są walory turystyczne Ałtaju.
Jest
takie miasto
Za
bramę Ałtaju uchodzi ćwierćmilionowy Bijsk, drugie co
do wielkości (po stołecznym Barnaule) miasto Kraju Ałtajskiego,.
Pod Bijskiem, z połączenia Biji i Katuni, powstaje potężna
rzeka Ob. Według legendy Katuń, córka cara Ałtaja, uciekła,
aby na zawsze połączyć się ze swoim ukochanym,
bohaterem Bijem. Od jego imienia pochodzi nazwa miasta, które rozrosło
się z twierdzy założonej na rozkaz Piotra Wielkiego w 1709
r.
Miasto
leży nieomal pośrodku Azji (geograficzne jej centrum, zaznaczone
stosownym obeliskiem, znajduje się niecałe trzysta kilometrów
na wschód, na terytorium Republiki Tuwy), ale azjatyckich twarzy na
ulicach – z wyjątkiem bazarów – praktycznie nie spotyka się.
O tym, że to Azja, przypominają tylko japońskie napisy na
bokach furgonetek i ciężarówek. Wśród samochodów
osobowych zdecydowanie przeważają „japońce” z kierownicą
po prawej stronie. Dla przeciwwagi miejskie autobusy, wycofane z Saksonii,
zachowały niemieckojęzyczne reklamy.
Jeszcze
nieco ponad dziesięć lat temu Bijsk był miastem zamkniętym,
tzn. niedostępnym dla cudzoziemców (a nawet mieszkańców innych
rejonów ZSRR); bijcznie związani z dominującą wówczas w
mieście produkcją zbrojeniową nie mogli z kolei opuszczać
terytorium państwa. Robiono tu m.in. rakiety balistyczne. Dziś
tylko pordzewiałe dziesiątki kilometrów szyn i ogromne hale
produkcyjne, częściowo ukryte pod ziemnymi nasypami, przypominają
o dawnej świetności kombinatu. Niezrestrukturyzowany ciągle
moloch produkuje tekstylia, wędki,
deski sedesowe, utrzymuje własną piekarnię i gospodarstwo
rolne, bez szans na wyjście z zapaści.
Jak
smakują paprocie?
Bijsk
jest jednym z najbardziej oddalonych od wybrzeża oceanu miejsc na
świecie i prawdopodobnie dlatego władza radziecka wybudowała
tutaj przetwórnię ryb morskich.W centrum miasta dominuje pomnik
Lenina, ubranego stosownie do syberyjskich mrozów. Choć ta zima na Ałtaju
była wyjątkowo łagodna. Za to poprzedniej, wyjątkowo
śnieżnej, w styczniu zanotowano w Bijsku –53 stopnie.
Architektura
nowoczesnych osiedli mieszkaniowych jest taka sama, jak wszędzie za
naszą wschodnią granicą, czyli obrzydliwa. Wielkopłytowe
bloki z lat dziewięćdziesiątych wyglądają jak
polskie z epoki gomułkowskiej. Współgrają z nimi zbudowane
w sowieckim stylu obiekty użyteczności publicznej; o wyglądzie
miasta decydują też charakterystyczne drewniane chałupy
syberyjskie. Tu i ówdzie pojawiają się wille nowobogackich,
czasami stylizowane na pałace. Jako zabytki traktowane są
budynki zaledwie stuletnie – niektóre z nich, dawne domy kupieckie,
urzekają, przywodząc skojarzenia z pięknymi gmachami
Petersburga.
Można
jednak zapomnieć o szarości miejskiego pejzażu w którymś
z licznych pubów, gdzie do kufla omskiego piwa „Korona Syberii” (nawet
w Moskwie cenią je bardziej niż produkcję stołecznych
browarów) podawane są sałatki z kłączy paproci.
Podrobiona
Europa
Sklepy
w Bijsku sprawiają wrażenie dobrze zaopatrzonych, towarów jest
w bród, jednak z zakupami wiążą się dwa zasadnicze
problemy: cena i jakość. Pensja w wysokości odpowiadającej
500,- PLN jest uważana za bardzo dobrą, tymczasem z codziennych
artykułów tylko chleb, mleko i wódka kosztują mniej niż w
Polsce. Kwitnie handel bazarowy, sąsiedzi lub koledzy z pracy umawiają
się na wypady kłusownicze – powodzeniem cieszy się zwłaszcza
mięso łosia i marala (gatunek jelenia). Popularny jest samogon (za
jego pędzenie nie grożą obecnie żadne kary, ścigana
jest tylko sprzedaż) , w cenie około 2,- PLN za pół litra,
zresztą znakomitej jakości - podobno trudniej nim się otruć
niż wódką monopolową. Są oczywiście liczne
towary z napisami „Made in Europa”, ale stolicę tej „Europy”
należy lokować raczej w... Pekinie.
W
ogóle przedrostek „euro” oznacza wyższy gatunek,
istnieją więc pojęcia takie, jak np.: euroremont,
eurokomfort, eurotapety, eurochempralnia itp.
Stopniowo
jednak miejscowi klienci stają się coraz bardziej krytyczni i
zalewa ich krew, że za ciężko zapracowane, marne
pieniądze zmuszeni są kupować tandetę: rzekomo włoskie
buty (z aż miesięczną gwarancją! – podeszwa odpada
zazwyczaj po sześciu tygodniach) czy też rosyjskiej produkcji
śrubki, które nie nadają się do użytku, bo główki
nie wytrzymują nacisku śrubokręta. Rynek jest coraz
bardziej spragniony towarów dobrej jakości, a za takie uchodzą
tu m.in. wyroby polskie.
Komunizm
rodzinny
W
Bijsku panują, podobnie jak zresztą prawie w całej Rosji,
dość bizantyjskie stosunki.
Mer
miasta, dowcipnie przez bijczan nazywany „merynem” (po ros. wałach),
tradycyjnie corocznie przeznacza sporą część budżetu
na remont jedynego w mieście mostu. I co roku most wymaga remontu. W
państwowych przedsiębiorstwach, które przekształciły
się w spółki akcyjne, z reguły niemal wszystkie akcje należą
do rodziny dyrektora.
Zmorą
rosyjskiej biurokracji są urzędnicy o umysłach z
poprzedniej epoki. W urzędach i fabrykach
po korytarzach, nie wiadomo w jakim celu, snują się
tabuny pracowników, z których nie ma żadnego pożytku. Wypełniają
jakieś bzdurne sprawozdania, podczas gdy udzielenie konkretnej
informacji sprawia im kolosalną trudność. Ten brak
organizacji widać na każdym kroku, co gorsza – także w
prywatnych firmach. Nie wiadomo, kto z personelu akurat pracuje, a kto ma
(świętą w Rosji!) przerwę obiadową.
Z
drugiej strony rytuałem jest komplikowanie życia petentowi. Ale
to można zmienić, konsekwentnie domagając się np.
potrzebnych dokumentów i wręcz wyśmiewając pytania urzędników,
dotyczące niekiedy absurdalnych detali.
Ałtaj
biało-czerwony
W
Bijsku i okolicach miasta mieszkają Polacy, przeważnie
potomkowie carskich zesłańców i ofiar stalinowskich represji.
Szacuje się ich liczbę na 200 osób, faktycznie jednak bardzo często
przypadkowo spotkany bijczanin wspomina o Polakach wśród swoich
przodków. Wszyscy miejscowi wiedzą, że na bijskim cmentarzu
jest mogiła Władysława Jaruzelskiego, ojca Wojciecha. Działa
tu Polskie Centrum Narodowe, jedno z 45 znajdujących się na
obszarze Rosji. Od kilku lat istnieje parafia rzymsko-katolicka prowadzona
przez księdza z Polski, prowadzona jest także nauka języka
polskiego. Nieliczni Polacy przybyli z kraju oraz miejscowa Polonia
zaznaczają coraz bardziej swoją obecność w życiu
duchowym i kulturalnym Ałtaju. Poza organizacją rożnych
imprez kulturalnych dwukrotnie np. gościli w Bijsku polskie misje
gospodarcze. Być może ich efekty zdołają z korzyścią
dla siebie spożytkować. Ale generalnie w odróżnieniu od np.
Niemców polskie władze nie za bardzo interesują się
syberyjskimi rodakami i wszelkimi możliwościami, jakie daje
takie zaplecze.
Wojciech
Grzelak |