wstecz

   

Rok Polski - wiosna

   

Jeszcze nie tak dawno było całkiem biało. Teraz śnieg topnieje, zima żegna się z nami. Dla wielu czas roztopów przychodzi zbyt wcześnie, żałują, że zima mija i jak zwykle, przyjdzie nowa pora roku. Miejsce zimy zajmie wiosna.

    Cieszę się na myśl o tym. Wyobrażam sobie, jak wiosną zakwitają drzewa i jak wdycham wiosenne powietrze spacerując podczas pierwszych ciepłych dni. Wiosna przynosi nadzieję na nowe życie, o które należy się troszczyć i otaczać je opieką. Na powitanie ptaków powracających z ciepłych krajów w Polsce południowo-wschodniej i na Kurpiach pieczono jeszcze niedawno specjalne bułeczki w kształcie bocianich łap i wkładano je do gniazd. Ptaki powracając z nieznanych, dalekich stron były najbardziej oczekiwanymi zwiastunami wiosny. Bociany powinny powrócić do swoich gniazd zgodnie z wierzeniami ludowymi, najpóźniej na święto Zwiastowania Pańskiego, które przypada 25 marca. Ptaki te zawsze darzono w Polsce szacunkiem, a w symbolice chrześcijańskiej łączono je z takimi cnotami jak pobożność, czujność, rozwaga czy wierność. Ten, kto pierwszy zobaczył przylatującego bociana, miał zapewnione szczęście. Na powodzenie w życiu mógł również liczyć ten, kto pierwszy zobaczył przylatującą jaskółkę, ale ciekawski, podpatrujący ptaka wlatującego do gniazda, mógł stracić wzrok.

Magia czasu Wielkanocy

    Wiosna to czas Wielkanocy i od niedzieli Kwietnej, Białej lub Palmowej, jak ją różnie nazywają w różnych częściach kraju, zaczynają się uroczystości z nią związane. Do starych zabiegów magicznych należało łykanie w Palmową Niedzielę bazi wierzbowych, co miało zapewnić zdrowie. To pozostałości po pogańskim zwyczaju związanym z powitaniem wiosny. W Palmową Niedzielę zanosi się do kościoła “palmy”. Ozdabia się je gałązkami drzew, suszonymi kwiatami, które były kolorowane i układane w kunsztowne wzory. Wierzono, że w domu, w którym jest poświęcona palma nie mogą siedzieć wiedźmy a palma chroni przed gromami w czasie wiosennych i letnich burz. Drobne kawałki palmy dodawano również do ziemi podczas sadzenia kartofli i wysiewania pierwszego owsa w celu zapewnienia obfitych zbiorów.

      Od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty w kościołach milczały dzwony. Posługiwano się w tym czasie wyłącznie drewnianymi kołatkami ku ogromnej uciesze młodzieży, która biegała po ulicach z drewnianymi grzechotkami i robiła ogromnie dużo hałasu. Takie bieganie z grzechotkami miało poza zabawą symbolizować przepędzanie Judasza.

      Nadchodzi wreszcie długo w czasie postu wyczekiwana Wielka Sobota. Zarówno na wsi, jak i w miastach, zanoszono i nadal podtrzymuje się tę tradycję, do kościoła jaja lub pisanki oraz sól, które po poświęceniu kładziono na świątecznym stole. Jajko jest prastarym symbolem życia. Nic więc dziwnego, że króluje na stołach wielkanocnych, gdyż, jak wspominałam, Wielkanoc jest symbolem budzącej się do życia przyrody.

Pisanki , kraszanki

     W naszej tradycji szczególną rolę odgrywają pisanki, jaja ugotowane na twardo, barwione i bogato zdobione. Dawne i obecne pisanki są prawdziwymi dziełami sztuki ludowej. Szczególnie chętnie barwiono je na kolor czerwony, który ma ochronne i magiczne znaczenie. Czerwone pisanki ponoć skutecznie pomagały w sprawach sercowych. Na kresach wschodnich istniał zwyczaj, że kobiety wiejskie obdarowywały księdza pisankami i jajami. Zanotował to pewien Francuz Guillaume de Beauplau w XVII w. i tak opisał ten obyczaj:
“w dwie godziny ksiądz zbierał 5000 jaj. Dziękując pobożnym ofiarodawcom, całował dziewczęta i młodsze kobiety, a starszym dawał już tylko dłoń do ucałowania.” Zdobieniem pisanek we wzory geometryczne lub roślinne zajmowały się kobiety, które w tym czasie wyrzucały z izby każdego płci męskiej i za każdym razem odczyniały urok, jaki mógł on rzucić na nieozdobione jeszcze pisanki.

Wielki Tydzień i wielkanocny stół

     W Wielkim Tygodniu największy ruch panował zawsze w kuchni, z której dolatywały smakowite zapachy, by na koniec rodzina zasiadła przy świątecznym stole. Każde śniadanie wielkanocne rozpoczyna się do dziś wśród Polaków od dzielenia się święconym jajkiem i składania sobie wzajemnie życzeń. Na stole pyszniły się pieczone baby i mazurki, które swój pierwowzór mają przypuszczalnie w “słodkiej kuchni” tureckiej. Dawniej dobre gospodynie posiadały często kilkadziesiąt przepisów na tradycyjne mazurki, którymi niechętnie się wymieniały. W jednej ze starych książek kucharskich znalazłam opis wielkanocnego śniadania u księdza Sapiechy w Dreczynie w czasach króla Władysława IV. Przeczytajcie Państwo uważnie a najlepiej ze dwa razy. Na stołach “stały cztery przeogromne dziki, tyle ile jest części roku. Każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, szynki, kiełbasy, prosiątka.Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w upieczeniu całkowitym tych odyńców. Stało tam też dwanaście jeleni, jak mamy dwanaście miesięcy w roku, upieczonych, ze złocistymi rogami. Nadziane były rozmaitą zwierzyną, zającami cietrzewiami. Naokoło poustawiane były ciasta sążniste, tyle ile tygodni w roku, to jest pięćdziesiąt dwa, całe cudne placki, mazury, żmudzkie pierogi, a wszystko ozdabiane bakaliami. Nadto było 365 babek, to jest tyle, ile dni w roku. Co zaś do napitków to były cztery puchary, czterech pór roku, napełnione winem od króla Stefana.

Tandem 12 konewek srebrnych z winem po królu Zygmuncie to 12 miesięcy. Tandem 52 baryłek także srebrnych to 52 tygodnie i było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i włoskie. Dalej zaś 365 gąsiorów z winem węgierskim, oraz tyle gąsiorków, ile dni w roku.
Dla czeladzi dworskiej postawiono 870 kwart miodu, tyle ile jest godzin w roku.” A podobno to wcale nie najbogatsze śniadanie wielkanocne, jakie odnotowano w naszych kronikach. Ciekawe, co powiedzieliby takim “zaopatrzeniu” krakowskie żaki-pucheroki, które w czasie okresu świątecznego, po mszy w kościele ustawiały się w dwa rzędy i lamentowały w żartobliwej formie o uciążliwościach postu. Przechodzący dawali im drobne pieniążki. Z czasem pucheroki zaczęły chodzić po domach ubrane w słomiane czapy i uciesznie poprzebierane. W Krakowie słynny był też kiedyś i powracający obecnie tzw. “emaus” – zabawa ludowa, w której rej wodzili studenci w Wielkanocny Poniedziałek na Zwierzyńcu. Zabawa związana była z odpustem “ustanowionym na pamiątkę apostołów idących na Emaus”. Podczas odpustu można było pokręcić się na karuzeli, postrzelać z korkowca kupić w kramie piernikowe serduszko, glinianego ptaszka-świstawkę.

Krakowska Rękawka

W wielkanocny wtorek ludność Krakowa przenosiła się na wzgórze na Krzemionkach i bawiła się na “rękawce”. Na górze zbierali się mieszczanie i rzucali biedocie resztki święconego. Trudno jednak wyobrazić sobie Wielkanoc bez dyngusa śmigusa. W Poniedziałek Wielkanocny woda lała się strumieniami, wiadrami, wszystkim, co miało dno i było duże. Jeśli było mało, to wrzucano “ofiarę” do rzeki czy stawu. Zwyczaj ten ma swoje korzenie w czasach pogańskich. Woda była podobnie jak jajko symbolem życia. Najpierw młodzieńcy oblewali panny, a na następny dzień panny oblewały kawalerów. Ta z dziewcząt, której nie oblano wiadrem wody albo nie wrzucono do rzeki czy stawu czuła się obrażona. Traktowano jednak ten “mokry zwyczaj” jako żart, na który można sobie było pozwolić wyłącznie w stosunku do równych sobie. Wiosna rozbuchała się już na dobre. Zaczął się czas zachwytu roślinami, tymi małymi cudami z sadzonek, nasion, cebulek i kłączy. Czas zachwytu nowym życiem na ziemi. Życzę Państwu tej wiosny tego zachwytu, który ciągle przerasta nasze oczekiwania.

Halina Godecka