Wiele ostatnio dyskutuje się
na temat ustanowienia regulacji w zakresie prawa górskiego. Nagłaśniany
jest głównie temat stosunków własnościowych na terenach górskich i
możliwości pozyskiwania ich w celu tworzenia tras narciarskich i budowy
wyciągów, który znalazł swój wyraz w kilku projektach ustaw. Mówi się
jednak też o pewnych zmianach dotyczących podstaw prawnych
odpowiedzialności za wypadki na stokach i ich organizacji. Chciałabym
odnieść się zwłaszcza do tej kwestii, w szczególności zaś do artykułu
adwokatów Aleksandra Kapessa i Andrzeja Wosińskiego zamieszczonego w
niniejszym numerze „Palestry”, którzy proponują wprowadzenie szeregu
znaczących zmian w organizacji stoku narciarskiego, co poniżej bliżej
omówię.
Wydaje się, iż próby wprowadzenia zmian mają wspólne cele i założenia.
Proponowane są środki, które mają doprowadzić do upowszechniania
narciarstwa i innych sportów zimowych, rozwoju turystyki, większego
dostępu do gór, naturalnie ze współmierną ochroną innych interesów,
takich jak ochrona środowiska. Jednym słowem do lepszego wykorzystania
potencjału polskich gór w celach rekreacyjnych i oczywiście
ekonomicznych, bo jak wiadomo turystyka i sport to biznes. Celem ich
jest też doprowadzenie do tego, że uprawianie tych sportów będzie
bardziej bezpieczne. Założenia są jak najbardziej słuszne, pytanie tylko,
czy proponowane metody są właściwe i doprowadzą do ich realizacji.
Pozwolę sobie powołać się na propozycje zawarte we wspomnianym artykule
i przytoczyć kilka przykładów proponowanych zmian, porównując je z
sytuacją i uregulowaniami w Austrii. Ustawodawstwo i orzecznictwo
austriackie, z kilkudziesięcioletnią tradycją w tej dziedzinie,
zasłużyły sobie jeśli nie na miano autorytetu, to przynajmniej na
uznanie ich za godny uwagi przykład. Austria to kraj żyjący w dużej
mierze z turystyki i narciarstwa nie od dziś, a od dobrych
kilkudziesięciu lat. Naturalnie znaczenie i ranga sportów zimowych w
Austrii i w Polsce jest nieporównywalna, lecz problemy z tym związane,
choć u nas na dużo mniejszą skalę, są bardzo podobne. W Austrii poświęca
się im więcej uwagi i stanowi to moim zdaniem argument za tym, by z
doświadczenia Austriaków korzystać, a przynajmniej wziąć ich rozwiązania
pod uwagę. W moim wywodzie chcę się skupić na problematyce zakresu
odpowiedzialności cywilnej organizatora stoku i dążeniu do umocnienia
sytuacji narciarza/snowboardzisty w przypadku poniesienia szkody
osobistej i proponowanych rozwiązaniach. Niepodważalnym faktem jest duża
urazowość narciarstwa i podobnych sportów zimowych. Jak wynika między
innymi ze statystyk GOPR-u, w Polsce dochodzi rocznie do 5800 wypadków
narciarskich, w Austrii ta liczba sięga 90 000, z czego 67 000 to
poważne urazy. Liczby mówią same za siebie. Polskie trasy narciarskie są
szczególnie niebezpieczne, ponieważ są często wąskie, krótkie i bardzo
zatłoczone, a poziom umiejętności jazdy osób z nich korzystających nie
zawsze najwyższy. Gór i ośrodków narciarskich jest w stosunku do
wielkości naszego kraju i liczby mieszkańców niewiele, a chętnych do
uprawiania sportów zimowych coraz więcej, co wynika ze zwiększającej się
w ostatnich latach świadomości sportowo-rekreacyjnej Polaków. Troską
polskiego ustawodawcy powinno być, aby tendencje te aktywnie wspomagać,
tak jak dzieje się to w innych krajach, i nie pozostawać w tyle, bo
konkurencja nie śpi.
Przykładem rejonu, który z jednego z najbiedniejszych w Europie w ciągu
stosunkowo krótkiego czasu dzięki świetnemu wykorzystaniu swojego
potencjału geograficznego oraz turystyce i narciarstwu przekształcił się
w jeden z najbogatszych w Europie, jest Tyrol. Stamtąd też pochodzi
większość orzecznictwa austriackiego mającego wpływ na doktrynę i część
ustawodawstwa. Narciarstwo to biznes, ale odgrywa ono także rolę
socjalną, rekreacyjną i sportową. Przykładowo, Tyrol jako kraj związkowy
jak najbardziej uwzględnia w swym budżecie rozwój tego masowego sportu,
dofinansowując, wręcz utrzymując ośrodki narciarskie, imprezy sportowe,
kursy narciarskie dla dzieci i młodzieży, darmowe kluby narciarskie, a
głównym założeniem jest ogólny, jak najtańszy dostęp do tego sportu dla
każdego. Efekty widać nie tylko w poziomie wyczynów sportowców na
olimpiadach zimowych, lecz także w wyjątkowo zintegrowanej i dobrze
zorganizowanej strukturze socjalnej Tyrolczyków, których życie
towarzyskie i rodzinne często skupia się (to nie tylko stereotyp!)
właśnie wokół tego sportu. Oczywiście jak już mówiłam, nie możemy
naszych gór porównywać do Alp (choć Tatry, Beskidy czy Karkonosze też
mają ogromny potencjał, jak na razie nie do końca wykorzystany) ani
naszego budżetu do austriackiego, możemy natomiast spróbować zastanowić
się nad ich rozwiązaniami w dyskusji nad nowym prawem. Wspomniani
autorzy proponują pozycję korzystającego ze stoku narciarza/snowboardzisty
poszkodowanego wzmocnić, gdyż w sytuacji gdy dojdzie do kolizji z innym
uczestnikiem ruchu na stoku, z którego winy doszło do kolizji, czyli ze
sprawcą szkody, czasami ucieka on z miejsca wypadku. Jak najbardziej się
z tym zgadzam, poszkodowany często nie jest w stanie sam złapać
uciekającego, a w ogólnym chaosie na stoku mało kto może rozpoznać
sytuację lub też, jak to w tłumie bywa, nikt nie przejawia inicjatywy
pogoni. Narciarze nie mają tablic rejestracyjnych, więc nie sposób
ustalić ich danych. Jeśli poszkodowany sam nie był ubezpieczony od
nieszczęśliwych wypadków narciarskich, nikt mu za poniesione szkody nie
wypłaci odszkodowania. Czy powinniśmy obowiązkiem wyrównania szkody
obciążyć organizatora stoku? Przecież to on jako jedyny ma „jakąś”
kontrolę nad tym, co się dzieje na stoku, oraz czerpie zyski ze swojej
działalności gospodarczej, często kosztem bezpieczeństwa z powodu zbyt
dużego ruchu na stoku. Przeanalizujmy, jak regulują to zagadnienie
Austriacy. Dodajmy, iż w Austrii rocznie ze stoków narciarskich korzysta
8 milionów ludzi. W Austrii w latach 60., podobnie jak w innych krajach
alpejskich, rozwinęło się na podstawie orzecznictwa i reguł stworzonych
przez związki narciarskie tzw. prawo narciarskie (Skirecht). Skirecht to
termin określający w niemieckojęzycznych państwach zespół reguł opartych
na ogólnych zasadach prawa cywilnego, karnego i administracyjnego,
dotyczących zagadnień związanych z narciarstwem. Nie jest to
skodyfikowane prawo. Duże znaczenie ma w Austrii bogate orzecznictwo i
literatura. Prawo narciarskie to przykład „żywego prawa”, ciągle się
rozwijającego, którego celem jest nie tyle represja, co prewencja, np. w
zakresie wypadków. Poprzez ciągłą analizę z jednej strony praktycznego
rozwoju sportów zimowych, a z drugiej orzecznictwa i uregulowań prawnych
oraz ich skutków, dąży się do osiągnięcia kompromisu między ingerencją
prawodawcy a wolnością w uprawianiu sportu i korzystaniu z gór. Dużą
rolę odgrywają także próby podnoszenia poziomu świadomości społeczeństwa
w związku z działaniem na własne ryzyko podczas rekreacji w górach.
Odpowiedzialność organizatora stoku
Odpowiedzialność cywilna w Austrii, podobnie jak w Polsce, opiera się na
podstawie kontraktowej lub deliktowej. Różnią się one od siebie przede
wszystkim odmienną pozycją poszkodowanego w stosunku do sprawcy szkody,
którego sytuacja jest w pierwszym przypadku bardziej korzystna, w drugim
mniej.
Gdy dłużnik nie wypełnił swoich zobowiązań wynikających z umowy lub
wykonał je nienależycie, powodując tym szkodę u swego wierzyciela, ten
ostatni postawiony jest w bardziej uprzywilejowanej sytuacji, niż gdyby
dłużnik umową nie był związany. Jest tak dlatego, że po pierwsze sprawca
szkody odpowiada za winę wszystkich swoich pomocników jak za swoją
własną, a nie tylko tych, o których wiedział, że są „niebezpieczni”,
oraz po drugie, to właśnie sprawca musi udowodnić, że nie ponosi winy za
wypadek, a to wielkie ułatwienie dla poszkodowanego. Przykładowo,
narciarz zawiera umowę z organizatorem wyciągu, kupując karnet. Jeśli
ulegnie wypadkowi na stoku, wjeżdżając na pozostawioną przez pracownika
organizatora na trasie łopatę, organizator odpowiada za winę swojego
pomocnika, niezależnie od tego, czy był on lekkomyślny, niebezpieczny,
czy dotychczas był wzorowym pracownikiem, natomiast jeśli chce uwolnić
się od odpowiedzialności, musi udowodnić, że w tym przypadku
pozostawienie łopaty nie stanowi nietypowej przeszkody na trasie i
niedopełnienia swoich obowiązków (co w tej sytuacji nie jest możliwe).
Gdy nie doszło do zawarcia umowy, np. gdy snowboardzista wchodzący pod
górę w rakietach poboczem trasy zostanie potrącony przez wjeżdżającego
na skuterze pracownika organizatora stoku, wiozącego części do naprawy
wyciągu, to jeśli poszkodowany chce pociągnąć do odpowiedzialności
organizatora wyciągu, będzie musiał udowodnić winę sprawcy oraz
dodatkowo udowodnić, iż jego pracownik był „niebezpieczny”, o czym było
zatrudniającemu go wiadomo. Przykładowo, właściciel wyciągu wiedział o
brawurowym sposobie zachowania swojego pracownika i wcześniej do
podobnych niebezpiecznych sytuacji już dochodziło.
Istnieje jeszcze inna konstrukcja jako podstawa odpowiedzialności. Mam
tu na myśli szczególny § 1319a ABGB, regulujący odpowiedzialność
zarządcy dróg. Przepis ten jest rodzajem pewnego kompromisu między
odpowiedzialnością deliktową i umowną. To podstawa deliktowa, jednakże
szczególna. Zawiera ona pewien przywilej dla poszkodowanego oraz dla
równowagi ogranicza stopień winy organizatora dróg. Przywilej
poszkodowanego polega na tym, iż organizator drogi ponosi
odpowiedzialność za winę wszystkich swoich „ludzi”, jednakże dopiero za
winę od drugiego stopnia, czyli rażące niedbalstwo (große
Fahrlässigkeit) oraz zamiar (Vorsatz), a nie tak jak na zasadach
ogólnych za lekkomyślność (leichte F.). Według doktryny i orzecznictwa
trasy narciarskie to drogi, dlatego ma to pewne znaczenie dla omawianej
odpowiedzialności, jednak nie aż tak duże, gdyż w większości przypadków
narciarze są stroną umowy przewozu, jak w opisanym pierwszym przykładzie.
Przepis § 1319a ma znaczenie przede wszystkim wtedy, gdy wchodzący na
górę narciarze na nartach touringowych, zjeżdżając trasą narciarską
ulegają wypadkowi z winy ogranizatora stoku.
Kolejną podstawą odpowiedzialności, szczególną do zasad ABGB, jest
odpowiedzialność cywilna z tytułu zagrożenia, niezależna od zawinienia,
oparta na szczególnej ustawie EKHG (Eisenbahn-und
Kraftfahrzeug-Haftpflichtgesetz), która reguluje i zaostrza
odpowiedzialność posiadacza samoistnego urządzenia niebezpiecznego i
pojazdu. Do urządzeń podlegających pod ustawę zaliczają się między
innymi wszystkie rodzaje wyciągów narciarskich i kolei linowych.
Posiadacz samoistny tych urządzeń jest zobowiązany do naprawienia szkody
powstałej przy prowadzeniu takiego pojazdu czy urządzenia, niezależnie
od jego winy. Ma ona znaczenie wtedy, gdy np. dojdzie do wypadku z
powodu awarii czy zerwania liny wyciągu itp.
Należy tu wyjaśnić, co oznacza właściwie zawinienie organizatora stoku.
Jak wspomniałam, w austriackim prawie cywilnym rozróżnia się 3 stopnie
winy: lekkomyślność, rażące niedbalstwo oraz winę umyślną. Lekkomyślnie
postępuje ten, czyje zachowanie jest niedbałe, jednak może ono zdarzyć
się w podobnej sytuacji starannemu człowiekowi. Rażące niedbalstwo
natomiast starannemu człowiekowi w danych okolicznościach się nie zdarza.
Podział ten ma decydujące znaczenie dla rodzaju i wielkości
odszkodowania, ale także w szczególnym przypadku § 1319a, czyli
odpowiedzialności organizatora dróg, który to odpowiada jedynie za
rażące niedbalstwo oraz winę umyślną. Ważną podstawą odpowiedzialności
jest ta, która wynika z umowy. Jak zostało powiedziane, każdy
korzystający odpłatnie z wyciągu jest stroną umowy przewozu. Jego
dłużnikiem jest posiadacz samoistny wyciągu, który prócz obowiązku
wwiezienia narciarza na górę ma też obowiązek uchronienia go przed
niebezpieczeństwami wynikającymi z usługi (w skład której wchodzi także
umożliwienie zjazdu). Jest on zatem zobowiązany nie tylko do zapewnienia
bezpiecznego wjazdu, lecz także zapewnienia warunków umożliwiających
bezpieczny zjazd po trasie, oczywiście w granicach „możności wykonania”
(Zumutbarkeit). Generalna zasada mówi o tym, iż usunięte z trasy muszą
być wszelkie nietypowe niebezpieczeństwa. To takie, które, biorąc pod
uwagę wygląd i stopień trudności trasy, są dla odpowiedzialnego
narciarza zaskakujące i trudne do ominięcia. Po pierwsze to sztuczne
przeszkody, takie jak wystające spod śniegu betonowe cokoły, części już
nieistniejących wyciągów, metalowe druty, śruby, liny, części armatek
śnieżnych, leżące w śniegu liny wyciągowe, przykryte śniegiem płoty,
przewrócone tyczki. Zabezpieczone muszą być podpory wyciągu, przepaście,
strumienie , strome brzegi trasy. Oznaczone natomiast powinny być
skrzyżowania z innymi trasami, wyciągami czy nagłe spady i przepaście.
Krawędzie trasy powinny być wyraźnie oznaczone, tak by było wiadomo,
gdzie się ona kończy. W razie nieoznaczenia krawędzi oraz wtedy, gdy
organizator stoku akceptuje jazdę poza trasą, musi też odpowiadać za
stan poboczy. Poza stromą krawędzią trasy obowiązek zabezpieczania
według orzecznictwa sięga odległości na długość nart. Co się tyczy
niebezpieczeństw naturalnych, to również wiele z nich musi być
usuniętych. Należą do nich drzewa, korzenie itp., jednakże tylko na
terenach w niżej położonych partiach gór, czyli jest to zależne głównie
od charakteru trasy. Na podstawie culpa in contrahendo, odpowiedzialność
obejmuje także potencjalnych klientów lub tych, którzy jeszcze nie
zakupili biletu, np. przy wypadkach w drodze z parkingu do wyciągu.
Organizator stoku ma za zadanie oznakować trasy i opisać ich stopień
trudności, ma to funkcję orientacyjną i zapewniającą bezpieczeństwo.
Trasy muszą być też zabezpieczone w miarę możliwości przed schodzeniem
lawin, a w razie niebezpieczeństwa zamykane. Przeszkody wynikające z
ukształtowania terenu, takie jak muldy, ograniczające widoczność
wzniesienia, szybko zmieniające się warunki śniegowe i atmosferyczne nie
obciążają organizatora stoku, natomiast stanowią ryzyko narciarza.
Rozszerzenie
odpowiedzialności
Jak wynika z powyższego, roszczenia potencjalnego poszkodowanego na
stoku narciarskim są na różne sposoby zabezpieczone, jednak nie w sposób
wyczerpujący. Bez pokrycia szkody musi obejść się nieubezpieczona od
wypadków narciarskich ofiara kolizji pomiędzy dwoma narciarzami wtedy,
gdy sprawca ucieknie i nie zostanie zatrzymany. Wprowadzenie
subsydiarnej solidarnej odpowiedzialności organizatora stoku w stosunku
do sprawcy szkody mogłoby, według autorów wspomnianego artykułu,
wypełnić tę lukę. Można by to porównać z sytuacją, w której to zarządca
płatnej autostrady zobowiązany byłby do wypłacenia odszkodowania za
poniesione szkody, niewynikające z jego zaniedbań, poszkodowanemu w
kolizji drogowej spowodowanej przez jednego z uczestników ruchu, np.
niewynikające ze złego stanu technicznego drogi. Taki stan rzeczy nie
wydaje się być realny. Organizator stoku mógłby uwolnić się od
odpowiedzialności, udowadniając, iż prowadzony przez niego nadzór stoku
jest prawidłowo zorganizowany. Byłby on obciążony więc winą domniemaną.
Organizator stoku musiałby zatrudnić osoby kontrolujące sytuację na
stoku i nadzorować ich pracę. Osoby te byłyby uprawnione do eliminowania
ze stoku narciarzy/snowboardzistów jeżdżących niebezpiecznie. Pierwsze
pytanie, jakie mi się nasuwa, to to, na podstawie jakich kryteriów
rozróżniałoby się takie jeżdżące niebezpiecznie osoby. W odróżnieniu od
ruchu drogowego, który uregulowany jest w ustawie, obowiązującej
wszystkich jego uczestników i możliwej do egzekwowania i sankcjonowania,
zasady poruszania się po stoku, czyli np. reguły FIS w Austrii nie
uprawniają do ich egzekwowania. Nie są one podstawą prawną do nakładania
sankcji, jakimi niewątpliwie byłaby eliminacja ze stoku. W Austrii
jedynie w pojedynczych państwach związkowych podniesione one zostały do
rangi przepisów administracyjnych. Reguły FIS to zasady zachowania się
podczas jazdy na nartach po trasach narciarskich, mające cele
prewencyjne, a ich centralnym zadaniem jest przeciwdziałanie wypadkom i
narażaniu na niebezpieczeństwo innych, a w efekcie też siebie samego.
Wykształciły się one z orzecznictwa oraz na podstawie ogólnych zasad
prawa cywilnego, przede wszystkim zasady neminem laedere. Reguły FIS to
niezaprzeczalnie zasady bardzo ważne dla utrzymania bezpieczeństwa na
stokach, lecz nie są one wiążącymi normami prawnymi uchwalonymi przez
kompetentnego prawodawcę. Nie posiadają one jakości aktu normatywnego.
Nie są też ani prawem zwyczajowym, ani regułami sportowymi, takimi jak
reguły gry w piłkę nożną. Interpretują one i konkretyzują ogólne zasady
staranności, a łamanie ich ma jedynie wpływ na ocenę stopnia winy
sprawcy wypadku lub samego poszkodowanego. Niemożliwością poza tym
byłoby obiektywne ocenianie, nawet posługując się regułami FIS, stopnia
zagrożenia, jakie stwarzają poszczególni narciarze. Tego, czy jeżdżą oni
z dostosowaną do swoich umiejętności prędkością, tego, czy kontrolują
swój tor jazdy, czy mają dobrą widoczność itd. Myślę, że takie próby
interpretacji prowadziłyby do nadużyć, szykan, stresu, jednym słowem
zniszczenia idei rekreacji. W Polsce dzięki wprowadzeniu § 9 ust. 1
Załącznika do rozporządzenia Rady Ministrów z 6 maja 1997 roku (poz.
358) Załącznik nr 1 – Szczegółowe warunki bezpieczeństwa tras i urządzeń
służących uprawianiu w okresie zimowym sportów oraz rekreacji ruchowej w
górach (Dz.U. z 1997 r. Nr 57, poz. 358): „Użytkowników narciarskich
tras zjazdowych popularnych i wyczynowych obowiązują zasady regulacji
ruchu narciarskiego, zgodne z regułami Międzynarodowej Federacji
Narciarstwa (FIS) i przyjęte przez Polski Związek Narciarski, GOPR i
TOPR oraz Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, w formie kodeksu
narciarskiego” stały się reguły FIS częścią prawa pozytywnego (porządku
prawnego). Należy sobie jednak postawić pytanie, czy w obliczu wyżej
wymienionych deficytów słuszne jest równorzędne traktowanie ich z innymi
„pełnowartościowymi” ustawami uchwalonymi przez kompetentnego prawodawcę.
Naturalnie, pewnego rodzaju kontrola byłaby wskazana i możliwe by było
usuwanie osób ze stoku w sytuacjach ekstremalnych, np. nietrzeźwych,
narażających na niebezpieczeństwo innych. Wskazane by też było, by np.
GOPR-owcy, TOPR-owcy lub inne wykwalifikowane osoby były uprawnione do
zwracania uwagi zachowującym się w sposób rażąco nieodpowiedzialny. W
takich sytuacjach pożądana byłaby interwencja np. zorganizowanych grup
osób prywatnych, które zatrzymywałyby sprawcę wypadku lub podejrzanego
czy narażającego innych na niebezpieczeństwo na zasadach samopomocy. Ich
obecność na stoku miałaby na pewno też znaczenie prewencyjne. Gdyby tak
było, to szanse na to, iż poszkodowany pozostanie bez odszkodowania,
zapewne by zmalały. Nie widzę potrzeby sztucznego tworzenia nowej
podstawy prawnej w celu rozszerzenia odpowiedzialności cywilnej
organizatora stoku. Nie uważam, iż organizator stoku ma obowiązek
zapewnienia bezpieczeństwa ze strony innych narciarzy. Rozwiązanie to
obciążałoby go niewspółmiernie do celu, jaki się chce osiągnąć, oraz nie
działałoby prewencyjnie. Wystarczy tylko pomyśleć o konsekwencjach
takiej formy odpowiedzialności. Mowa była o tym, iż polskie stoki są
niebezpieczne, bo jest ich zbyt mało i są zatłoczone, a to jest
przyczyną wielu wypadków. Sądzę, że nie jest dobrą i skuteczną metodą
dodatkowe finansowe obciążanie właścicieli wyciągów oraz zniechęcające
potencjalnych inwestorów. Ktoś przecież musiałby wykształcić „ochroniarzy”,
którzy musieliby mieć odpowiednie kompetencje, jest to finansowo i
praktycznie niewykonalne. Ktoś także by ich musiał nadzorować, a w
przypadkach nadużyć z ich strony ponosić konsekwencje finansowe.
Oznaczałoby to obowiązkowe ubezpieczenie takiego właściciela wyciągu,
które w związku z dużym ryzykiem i obciążeniami oraz możliwie
wzrastającą liczbą poszkodowanych pewnie nie byłoby tanie. Koszty
ponosiłby naturalnie nie tylko właściciel wyciągu, ale przede wszystkim
sami narciarze, płacąc za drogie karnety. Nie sądzę, by był to sposób na
upowszechnienie tego już teraz dość drogiego sportu.
Dobrym rozwiązaniem byłoby natomiast wprowadzenie obowiązkowego
ubezpieczenia od wypadków narciarskich dla narciarzy/snowboardzistów.
Składka mogłaby być w cenie karnetu, co nie powinno jej drastycznie
podwyższyć (ubezpieczenie zbiorowe). Korzystający z trasy bez karnetu
czyli np. skitourowcy działaliby na własne ryzyko, powinniby mieć jednak
możliwość wykupienia ubezpieczenia.
Idea narciarstwa
Istotnym aspektem narciarstwa jest świadomość własnej odpowiedzialności
narciarza i działania na własne ryzyko. Ma ona znaczenie w każdym
sporcie, a szczególnie w sportach uprawianych w górach. Narciarstwo
alpejskie nie jest tak ryzykownym sportem jak np. wspinaczka
wysokogórska lub skitouring, w których to świadomość działania na własne
ryzyko i poziom umiejętności i doświadczenia powinny być wysokie.
Aktywność ta jednak jest sportem wymagającym pewnych umiejętności,
kondycji fizycznej i świadomości zagrożeń wynikających z jego uprawiania.
Dzisiejsze ośrodki narciarskie z zabezpieczonymi trasami oraz opisanymi
stopniami ich trudności, pełną infrastrukturą, barami i parkingami
wywołują mylne, zbyt daleko idące zaufanie u narciarza, któremu wydaje
się, iż wraz z karnetem kupuje swoje pełne bezpieczeństwo na stoku. Tak
nie jest i nie będzie. Będąc w górach i uprawiając sport, nawet jeśli
tylko rekreacyjnie, powinniśmy mieć świadomość pewnych zagrożeń. Taka
świadomość jest środkiem profilaktycznym, ograniczającym źródła
niebezpieczeństw, a nie tylko ich skutki. W Austrii w latach 70.
stwierdzono rodzaj fenomenu wynikającego z tego nadmiernego zaufania w
bezpieczeństwo tras. Przeanalizowano sposób zachowania się na stokach
narciarzy i wynikające z niego rodzaj i częstotliwość wypadków.
Porównano sytuację przed i po wprowadzeniu wymienionych środków
bezpieczeństwa. Stwierdzono, iż zabezpieczenia mają też swoje negatywne
skutki, oddziałując na psychikę narciarza, wzmacniając jego pewność
siebie, wręcz prowokując do ryzyka. Oczywiście to nie główna przyczyna
zwiększenia się ilości wypadków, ale nawet jeśli jedna z wielu, to i tak
ma znaczenie. Podobną sytuację zaobserwowano w wyniku upowszechnienia
się specjalnych plecaków z systemem ABS, czyli specjalną poduszką
powietrzną aktywującą się w przypadku zasypania turysty przez lawinę i
wynoszącą go na powierzchnię śniegu. Statystyki i tu wykazały wzrost
ryzykownych zachowań wynikających z posiadania ratującego życie
urządzenia i obniżenia świadomości zagrożenia. Sport w górach wiąże się
z ryzykiem, z którego powinniśmy sobie zdawać sprawę. Nigdy nie będziemy
w stanie rozciągnąć czyjejkolwiek odpowiedzialności na tyle, by czuć się
w górach w stu procentach bezpiecznie. Szczególnie biorąc pod uwagę
dynamiczny rozwój nowych „ekstremalnych” rodzajów rekreacji. Dzisiejszy,
coraz bardziej wygodny i bezpieczny styl życia wzmaga naturalną potrzebę
ryzyka, zmienia nasz sposób na spędzanie wolnego czasu na bardziej
aktywny i niebezpieczny. A im niebezpieczeństwo większe, tym świadomość
działania na własne ryzyko powinna być wyższa. Moim zdaniem tendencja
powinna iść nie w tym kierunku. Nie w stronę amerykanizacji prawa, czyli
przysłowiowego rozszerzenia odpowiedzialności wytwórcy kubka za oblanie
się gorącą kawą. Zadaniem ustawodawcy powinno być podwyższanie
świadomości społeczeństwa, pewne „wychowywanie” go, szczególnie w
dziedzinach szybko się rozwijających. Pamiętajmy też, że przejęcie
odpowiedzialności za własne czyny służy ochronie wolności, w tym
przypadku przy uprawianiu sportu, chroni przed nadmierną ingerencją
ustawodawcy i spełnia zadanie prewencyjne.
Korzystajmy z doświadczenia tych, którzy problemy te analizują od lat. W
Austrii nie ma takiej konstrukcji jak subsydiarna odpowiedzialność
solidarna organizatora stoku. Są pewne pomysły wprowadzania tego typu
odpowiedzialności dla organizatora hal wspinaczkowych. Miałby on być
zobowiązany do monitoringu hali, kontrolując zachowanie wspinających się,
np. sposób asekuracji. Odpowiadałby on za niedopilnowanie podstawowych
zasad bezpieczeństwa, czyli ponosiłby winę w nadzorze. Sytuacji tych
jednak nie możemy porównywać, między innymi ze względu na różnice w
obiektywnej ocenie niebezpieczeństwa, jakie istnieje w przypadku np.
nieprawidłowej asekuracji. Na pewno ważna dla prewencji wypadków
narciarskich jest większa popularyzacja tego sportu, nagłaśnianie reguł
FIS oraz inwestycje w umiejętności i świadomość polskiego narciarza.