wstecz

  Roku polskiego pory – grudzień

O dniu, w którym nocą zwierzęta mówią ludzkim głosem...

Czym są Święta? To czas, kiedy mówimy “nareszcie”, wtedy zwykle słowa przeobrażają się w miłość. To czas wzruszenia, gdy zapłacze dziecko i czas gorącego serca, topiącego lody w środku zimy. To czas, kiedy listonosz jest oczekiwanym gościem, a z listu wysypujemy połamany opłatek, biały i kruchy jak miłość. To czas, kiedy niebo małymi płatkami śniegu tworzy na ziemi nowy pejzaż, jaki tylko dzieci potrafią namalować w swojej wyobraźni. To czas, w którym powinniśmy znaleźć się wśród rodziny i przyjaciół blisko trzaskającego ognia na kominku, zapachu jodły i ryby, ciepłych rozmów, miłych wspomnień i odnowionych przyjaźni.

Święta i Nowy Rok pozwalają choćby na krótko odsunąć od siebie wszystko to, co niepokoi, a nawet przeraża we współczesnym świecie. Dlatego wejdźmy swobodnie w świat wspomnień i dawnych zwyczajów, które odchodzą od nas stopniowo albo całkiem zanikają, albo pozostają w dzisiejszej tradycji zaledwie ich fragmenty. Warto przypomnieć, jak jeszcze trzy ćwierci lat temu obchodzono w różnych regionach Polski, Święta Bożego Narodzenia.

Przygotowania do tego szczególnego wieczoru zaczynano na długo przed samymi świętami. Najpierw dzieci zbierały drobne pieniążki na ozdoby choinkowe, a od św. Łucji (13 grudnia) gospodynie rzucały na piec codziennie po jednym drewienku, żeby nimi rozpalić pod kuchnią, kiedy zaczną gotować wigilijną wieczerzę. W przeddzień wigilii trzeba było zabrać z łazienki suszące się pranie, żeby wszystkie kłopoty, z którymi się borykano nie wlokły się przez następny rok. Święta Bożego Narodzenia zwano także Godami, Godnimi Świętami, Koladką.

Rozpoczyna je wieczór wigilijny a kończy dzień Trzech Króli (6 stycznia). Bogata obrzędowość tych świąt wchłonęła wiele przedchrześcijańskich rytuałów, obyczajów, wierzeń a nawet zabiegów magicznych. Wierzono niezłomnie, że ich niedopełnienie może grozić końcem świata. Niezwykły czas realizował się w niecodziennej przestrzeni. Przygotowanie wieczerzy odbywało się zgodnie z ustalonymi przez wieki regułami, dotyczącymi wykonywania różnych gospodarskich czynności. Wszystkie, zwłaszcza ciężkie prace w gospodarstwie oraz sprzątanie i ozdabianie domu, a także jego otoczenia należało zakończyć, zanim zapłonęła na niebie pierwsza gwiazdka. Gospodynie kończyły też wtedy gotowanie wszystkich potraw, aby nie pracować w czasie świąt W tym czasie obowiązywał również zakaz przędzenia i szycia. W tym dniu każdy starał się wstać wcześnie, by tak wstawać i nie zaspać później przez cały rok. Wierzono również, że “jeśli dzień wigilijny pogodny - będzie roczek urodny”, czyli urodzajny. Przy wyjściu z domu uważano, kogo się pierwszego spotka. Mężczyzna był wróżbą szczęścia, zaś kobieta przeciwnie. Z tych samych powodów niesienia złej wróżby, kobieta ani dziewczyna nie mogła w wigilię chodzić do sąsiadów. W tym szczególnym dniu starano się unikać sprzeczek i swarów, bo mogłyby się one przenieść na cały następny rok. Dorośli starali się zachować ścisły post i praktycznie bez jedzenia doczekać do kolacji, którą przygotowywano od rana. Tłuczono pszenicę na kutię. Obok niej na stół podawano zwykle śledzie, kluski ze śliwkami, kapustę z grzybami, rybę smażoną i w galarecie, kompot z suszonych owoców, a na deser ciasta makowe, pierniki z bakaliami. Wszystkie jednak potrawy musiały być postne, a więc bez mięsa, słoniny, śmietany i mleka. Przygotowywano zwykle nieparzystą liczbę potraw i zostawiano jedno puste miejsce przy stole. Po przygotowaniu wieczerzy gospodyni sprzątała kuchnie, dzieci zaczynały ubierać choinkę, a gospodarz szykował pożywienie dla żywego inwentarza. Gdy wracał z obejścia przynosił ze sobą do domu snopek słomy, wiązkę siana, a przy wejściu składał wszystkim życzenia, “Daj nam, Boże, żebyśmy szczęśliwie doczekali drugiego roku”.

Choinka, czy jak u nas mówiono “drzewko”, była zawsze szczególnym “gościem”, ale tak naprawdę zwyczaj jego zdobienia nie był u nas długo znany. “Drzewko” przywędrowało na początku XIX wieku z niemieckich, mieszczańskich domów. Szybko się przyjęło i stało się nierozerwalnym symbolem Świąt. Wiadomo jednak, że na Pomorzu, na początku XVIII wieku odnotowano istnienie ozdobnych rózg, które rozdawano dzieciom. Dopiero w połowie XIX wieku na polskich wsiach pojawia się drzewko wiązane pniem do sufitu. Ozdabiano je orzechami, jabłuszkami rajskimi i innymi niewielkimi owocami. Ozdabianie choinki, wiąże się z dawnymi mitami o “drzewie życia”. Wierzono, że przyniesienie choinki do domu, przyczyni się do pobudzenia energii przyrody na wiosnę, a także będzie mieć specjalny wpływ na lepsze owocowanie drzew w sadach.

Gdy już wszystko było gotowe, członkowie rodziny kolejno myli się i zakładali świąteczne ubranie. Wspólnie modlili się, łamali opłatkiem i siadali do wigilijnej kolacji. Zanim jednak to czyniono, gospodarz rozrzucał po izbie słomę i siano, z którego cześć znajdowała się pod obrusem. Nadchodził czas na postawienie na stole zapalonej świecy, przy której rodzina odmawiała modlitwę, siadano do stołu i składano sobie życzenia. Pomiędzy poszczególnymi potrawami zachowywano czas na czynności tyleż wróżebne co i magiczne. Dorośli, którzy chcieli, aby przy przyszłych żniwach nie bolał ich kręgosłup musieli trzymać w ręku łyżkę pomiędzy jedną a druga potrawą. Na sufit rzucano kilka łyżek kutii i liczono ile ziaren spadło, tyle korców pszenicy miano zebrać z nadchodzących plonów. Przynajmniej jedna z wigilijnych potraw musiała być przyrządzona z dodatkiem orzechów, miodu i maku, co miało zapewnić zamożność. Podczas kolacji trzeba było spróbować wszystkich potraw, w przeciwnym razie biesiadnika miały ominąć życiowe przyjemności i nie spełnią się jego marzenia. Po wieczerzy drzewa owocowe obwiązywano powrósłami ze słomy, którą wcześniej rozrzucono po izbie. Pamiętano też o bydle. Żeby krowy pasły się w stadzie i nie trzeba ich było zaganiać, chłopcy, którzy byli pastuchami, wiązali łyżki i rzucali pod stół na siano.

Żywiono do niedawna niezłomne przekonanie, że w wigilijną noc woda w źródłach i potokach zamieniała się na krótki czas w wino, miód i nawet złoto. Dobrodziejstwa tego cudu mogły doświadczyć jedynie osoby niewinne i szczęśliwe. Wierzono również, że zwierzęta rozmawiają miedzy sobą o północy ludzkim głosem, lecz tylko ten mógł ich mowę usłyszeć, kto nie popełnił grzechu. W niektórych regionach wierzono jednak, że jeśli kto usłyszał zwierzęta przemawiające ludzkim głosem, miał umrzeć dość szybko. Resztki jadła z wieczerzy, a także opłatek z rutą, dawano krowom i koniom.

Przez wieki w wigilijny wieczór najbardziej oczekiwanymi gośćmi były dusze bliskich zmarłych. To właściwie dla nich były przeznaczone postne potrawy, puste miejsce przy stole i cała symbolika wieczerzy. Żeby nie wyrządzić krzywdy duszom zmarłych, przybyłym na Wigilię, żywi nie siadali na ławach czy stołkach bez dmuchnięcia, ponieważ mogła tam już siedzieć dusza zmarłego.

Wieczerza wigilijna przeciągała się zwykle do późnych godzin wieczornych. Przed północą ludzie gromadnie, śpiewając kolędy wyruszali do kościoła na pasterkę. Od drugiego dnia świąt wieczorami pojawiali się w domach kolędnicy z gwiazdą, kozą, bocianem, niedźwiedziem, szopką
i Herodem. Kolędnicy składali śpiewane życzenia, a w zamian otrzymywali dary. Życzenia zmieniały się w zależności do oczekiwań gospodarzy. Tam gdzie była stara panna śpiewano o jej rychłym zamążpójściu, gdzie świeżo wyszła za mąż o małych dzieciątkach, a gdzie na przykład gospodarz miał cielną krowę o dorodnym byczku.

Drugi dzień świąt, to dzień św. Szczepana. Przez wiele wieków był to dzień przyjmowania do pracy służby, która zbierała się w tym dniu w karczmach i zajazdach. Stąd tez pochodzi powiedzenie “na św. Szczepana, każdy sobie pan”. W tym dniu obsypywano się owsem, jęczmieniem, grochem, które wcześniej w tym dniu zostały poświęcone w kościele przed mszą poranną. Święcone zboża i groch rozsypywano po polach i sypano domowemu ptactwu.

Huczne zabawy Sylwestrowe kończące stary rok i zaczynające nowy są niewątpliwie tradycją miejską. W tym dniu oblegano jednak wróżki i wróżono sobie, co będzie w roku przyszłym. Przyjęło się też gdzie niegdzie, że jeśli komuś uda się żartem okraść drugą osobę, to cały następny rok będzie dla tej osoby, która kradnie, szczęśliwy. Nowy Rok był od wieków powodem do wystawnych obiadów i radosnych uczt. Tak dochodzimy do Dnia Trzech Króli (6 stycznia). Zaczął się też krótki czas “jasełek, które przywędrowały do nas z Włoch i wystawiane są od Bożego Narodzenia do Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Jasełka z czasem przekształcały się w bogate formy teatralne. Z dniem Trzech Króli wiąże się też zwyczaj wypisywania poświęconą kredą na drzwiach wejściowych do domu, trzech liter K+M+B od imion legendarnych Króli. Licząc pierwsze 12 dni od Bożego Narodzenia bardzo pilnie i dawniej i dzisiaj obserwuje się pogodę na podstawie, której rokuje się pogodę na poszczególne miesiące roku. Od trzech Króli rozpoczyna się kilkutygodniowy karnawał. Czas bali, kuligów, ślubów i hucznych zabaw. Zakończeniem tego szaleństwa, czasu radości, wzajemnych odwiedzin są “ostatki”, ale to już zupełnie inna historia.

Gdybym miała Czytelnikom na koniec czegoś życzyć z okazji Świąt zastanawiam się, co by to było? Nowy dom? Piękny samochód? Lepsza praca? Nieustające zdrowie?

Chyba życzyłabym Państwu tego magicznego, świątecznego nastroju na cały następny rok.

Halina Godecka

www.fam.cieszyn.pl